VIVA AGA
Ten tekst nie będzie o mojej żonie, chociaż jak najbardziej zasługiwałaby na taki tytuł i te ciepłe słowa. Ale mimo coraz większych squashowych sukcesów mojej Agi, ten artykuł chciałbym poświęcić innej Agnieszce, doskonale władającej trochę większą, bo tenisową rakietą.
W poprzednim felietonie pisałem o Karolinie Woźniackiej, jej uśmiechu, radości i otwartości na kibiców i media. Jej wizyta w Szczecinie była prawdziwą ucztą dla fanów tenisa. Z rodziną Radwańskich kontakt miałem kilka razy w życiu i nie wspominam tych zdarzeń jakoś szczególnie mile. Może przez pryzmat zachowań taty Roberta, może przez styl bycia samej Agnieszki.
Ta jej ciągle obrażona mina, gdy tylko coś idzie choć trochę pod górkę. Te wręcz niecenzuralne i niestety na tyle głośne, że wychwytywały je telewizyjne mikrofony, rozmowy z ojcem, podczas trudnych chwil w meczach. Brak uśmiechu i traktowanie większości z pewną wyższością i to nie tylko w sferze sportowej. To wszystko pamiętamy. Obserwując jednak uważnie ostatnie miesiące w karierze Agnieszki, stwierdzić nie trudno, że takie zachowania to powoli już historia. Skąd ta przemiana – nie wiem. Przyczyn szukać możemy pewnie i w rozstaniu z ojcem jako towarzyszem tenisowych wyjazdów i w zatrudnieniu nowego opiekuna/trenera/trenera na wyjazdach – Tomka Wiktorowskiego i wreszcie w podpisaniu długo oczekiwanej umowy sponsorskiej.
Być może zadziałały wszystkie te czynniki jednocześnie, a może iskrą zapłonową był tylko jeden z nich. Jednak najłatwiej powołać się na starą maksymę mędrców, że „kobieta zmienną jest” i tak to zostawmy, ale pozostańmy z szerokim uśmiechem radości i zadowolenia podczas oglądania meczów panny Radwańskiej. Bo to już zupełnie odmieniona Agnieszka. Waleczna, uśmiechnięta, nie stroniąca od wywiadów. A już jej taniec podczas ceremonii dekoracji w Pekinie, po niezwykle ciężkim meczu z Andreą Petkovic przejdzie do historii nie tylko rodziny Radwańskich, ale całego polskiego tenisa.
To, że od czasu Jadwigi Jędrzejowskiej takiego tenisowego talentu w damskim tenisie nie mieliśmy to pewne. Ale pani Jadwiga szalała na światowych kortach kilkadziesiąt lat temu. Potem, były wprawdzie takie „jaskółki”, jak wygrane w juniorskich turniejach Wielkiego Szlema Oli Olszy czy Magdy Grzybowskiej, ale tak naprawdę głośno o polskim tenisie zrobiło się dopiero od czasu Agnieszki Radwańskiej.
To właśnie ona stała się, obok Roberta Kubicy, najbardziej rozpoznawalnym polskim sportowcem na świecie. To ona rozpala wyobraźnię tysięcy młodych adeptów tenisa, żądnych sławy
i pieniędzy. A kwoty, które zarobiła do tej pory na korcie są naprawdę imponujące. Ma Agnieszka jeszcze jedną wspaniałą cechę, którą doceniają niemal wszyscy światowi komentatorzy tenisa.
Gra z niesamowitą inteligencją, nieszablonowo, wykorzystując całą gamę swoich wyuczonych uderzeń. A skróty Radwańskiej to jej absolutnie firmowe uderzenie, przed którym drżą najlepsze tenisistki świata. I dobrze gdyby taki styl gry stał się „polską szkołą tenisa”. Bo cudownie się zdarzyło, że młode adeptki tenisowego rzemiosła już nie muszą spoglądać na zagraniczne tenisistki, bo wzór do naśladowania mają na wyciągnięcie ręki. Trzymajmy więc kciuki za Agnieszkę. Niech zdobywa kolejne trofea, niech pnie się w górę klasyfikacji WTA. To zapewne w niedługim czasie przyniesie nam kolejnych mistrzów, kolejne gwiazdy tej pięknej dyscypliny sportu.




